czwartek, 7 sierpnia 2014
Retrospection
Dzisiaj miałam rozpoczęcie pierwszej klasy liceum. Bardzo się denerwowałam, chciałam by Louis był przy mnie. Jest ode mnie starszy o pięć lat starszy. Tak wiem jest to duża różnica, ale nie przeszkadza mi to. Moja mama wie o naszym związku, jesteśmy razem od trzech lat. Mój tata nie chce abym spotykała się teraz z chłopakami, uważa, że jestem za młoda i muszę się uczyć, dlatego nic mu nie mówiłam. Louis'a poznałam na zajęciach tanecznych. Razem tańczymy hip-hop. Pamiętam co mi mówił na początku mojej nauki " Masz w sobie potencjał, nie zmarnuj tego". Miał rację, przez trzy lata zdobyłam wiedzę i znalazłam miłość. Teraz razem z Lou i całą grupą jeździmy na występy w kraju i poza krajem. Byłam w połowie drogi do szkoły, byłam ubrana na galowo. Gdy zobaczyłam chłopaków tańczących na rynku. Podeszłam do nich i chciałam trochę pokibicować bo byli na prawdę dobrzy. Jeden z nich przed robieniem salta w tył spojrzał na mnie. To był on. To był Louis. Powiedział ciche "Cześć kochanie", a ja tylko się uśmiechnęłam. Oczywiście Louis uwielbiał się popisywać. Oglądałam jego wyczyn gdy nagle jego noga podwinęła mu się w trakcie lądowania. Spadając z wielką siła uderzył prawą stroną głowy w krawężnik, chcąc wspomóc się swoja lewą ręką przy spadaniu jego nadgarstek wykrzywił się w przeciwny kierunek. Podbiegłam do niego najszybciej jak mogłam. Położyłam go na plecach, bałam się , że stało się coś poważnego. Sprawdziłam mu tętno. Żyje. Dzięki, Bogu żyje. Czekaliśmy już tylko na karetkę.
*Szpital*
Louis leżał nieprzytomny na łóżku, zadzwoniłam po moją mamę. Natychmiastowo razem z tatą przyjechali do szpitala. Czas powiedzieć mu, że jestem z Louis'em. Lou od dawna o to prosił ale bałam się.
Moi rodzice wbiegli do sali a mama natychmiastowo mnie przytuliła. Płakałam w jej ramię. Uwolniłam się z mocnego uścisku mojej mamy i spojrzałam na tatę. Patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Mama wiedziała o co chodzi i wyszła z sali. Ja spojrzałam na nadal nieprzytomnego Louis'a. Tak cholernie się bałam. Głaskałam go po głowie i bawiłam się jego włosami. "Kto to jest?" Tylko to pytanie pamiętam. "To jest Louis. Jestesmy razem od jakiś trzech lat. Kiedy tata chciał odpowiedzieć poczułam jak Lou porusza głową i mruży oczy. Budzi się. Były to zaledwie dwie godziny a ja czułam jakby była to wieczność. Lekarze pomogli Louis'owi dojść do siebie i zostawili nas samych.
-Podobało ci się?-Spytał ze słabym uśmiechem.
-Ty idioto, mogło ci się coś stać!-Krzyknęłam przez płacz i wtuliłam się w niego.
-Jestem tylko lekko poobijany.-Czułam, że się uśmiecha.
*Gabinet Lekarza.Louis*
Po dwóch dniach pobytu w szpitalu Hope nie odeszła ode mnie nawet na krok. Miałem za mało siły więc na wózku przywieźli mnie do gabinetu lekarza.
-Dzień dobry Panie Tomlinson.
-Witam.-Odpowiedziałem radośnie.
-Przykro mi to mówić ale, mam dla pana przykrą wiadomość.
*Hope*
Pielęgniarki przywiozły Louis'a do sali. Nie wyglądał na szczęśliwego. Ponownie położył się na łóżku i wlepiał wzrok w sufit.
-Louis?-Spytałam siadając na łóżku.
-Hope.-Złapał mnie za rękę.-Jest coś czego ci nie mówiłem.
*6 dni później*
Lekarz Louis'owi dał dwa tygodnie życia. Tak jest nosicielem HIV. Każdy dzień wykorzystujemy w 100%, a jeśli nie możemy nigdzie wyjść po prostu leżymy w łóżku i rozmawiamy. Lou jest coraz słabszy, nie ma siły na jakiekolwiek większe czynności, nie wspominając o tańcu. Bardzo mu tego brakuje.
-Tak bardzo chcę się bardziej zbliżyć.-Powiedziałam splatając nasze palce.
-Nie chce byś też umarła.-Zapomniałam. Mogę zarazić się tym pieprzonym wirusem. Tak bardzo za tym tęsknie.
-Lou...ja..ja nie mogę żyć bez ciebie. Jesteś sensem mojego życia, nie dam sobie rady. Ja chcę odejść razem z tobą.
-Nie Hope. Nawet tak nie myśl. Chce abyś znalazła sobie chłopaka, później męża. Chce abyś miała dzieci. A jako siwa i pomarszczona pani będziesz bujać się na krześle i czytać książki swoim wnukom. A...a później.-Zaczął przymrużać oczy.
-Louis?-Powiedziałam pytająco. To się dzieje. Tracę go.
-Później spotkamy się tam na górze.-Dokończył i położył dłoń na moim policzku.
-Nie zostawiaj mnie.-Dławiłam się łzami.
-Zawsze cie kochałem...
-Nie...Louis!
-I będę kochał.-Zamknął oczy. Pocałowałam go, a on resztkami sił odwzajemnił pocałunek.
-Żeg...-Zaczęłam.
-Nie...Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
*Tydzień później*
Louis zmarł u mnie w domu. Nie wzywałam karetki. Chciałam być przy nim. Teraz codziennie budzę się o 4:35, w godzinę odejścia Lou.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zabiłaś mnie tym.
OdpowiedzUsuń