niedziela, 17 sierpnia 2014

Chapter 2.


*Dwa miesiące później. Hope*

Regularnie chodzę na zajęcia, i regularnie spotykam się z Harry'm. Dzisiaj zaplanowałam nasze spotkanie. Mam do niego pewne plany. Zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki.
-Cześć Tia.-Powiedziałam promiennie.
-Cześć kochana, jak tam?-Spytała.
-Świetnie, ale mam do ciebie pewną prośbę.
-Słucham cię.-Oznajmiła.
-No więc poznałam takiego chłopaka i musisz mi w czymś pomóc...

*Harry*

Obudził mnie dźwięk odebranego SMS'a.  Zgodziłem się i poszedłem się szykować. Wybrałem białą koszulę, granatową marynarkę i ciemne spodnie. Wziąłem szybki prysznic i chciałem wyprostować włosy kiedy dostałem SMS'a. Świetnie, odłożyłem prostownicę i założyłem moje okulary. Wyglądasz fatalnie! Jakbym tego nie wiedział. Zszedłem na dół i przywitałem się z mamą.
-Harry?-Spytała ze zdziwieniem.
-Tak?
-To ty? Dawno nie widziałam cię z loczkami.-"Loczek, loczek, loczek!" Przypomniało mi się przezwisko dziewczyny na co automatycznie się uśmiechnąłem.
-Też się dawno taki nie widziałem.-Odpowiedziałem.
Poszedłem do kuchni i zjadłem płatki.
-Masz dzisiaj zajęcia?-Usłyszałem krzyk mamy z salonu.
-Nie, ale wychodzę.-Oznajmiłem. Moja mama szybko pojawiła się w progu kuchni z uśmiechem.
-Jak się nazywa?-Zapytała.
-O czym ty mówisz?-Popatrzyłem na nią. Usiadła na krześle obok mnie. Złapała mnie za ręce i popatrzyła w oczy.
-Jest jakaś dziewczyna prawda?-Mówiła z podekscytowaniem.
-Mamo...-Mówiłem wstając i kierując się do drzwi.
-Harry powiedz mi!-Powiedziała. Ja tylko nie odwracając się podniosłem rękę i pomachałem mojej rodzicielce na pożegnanie. Była za dwadzieścia druga, więc wszedłem jeszcze do kwiaciarni...

*13:55. Hope*

Czekałam już z Tią w parku. W oddali zobaczyłam postać Harry'ego. Z kręconymi włosami. Wyglądał cudnie! Podszedł bliżej i pocałował mnie w policzek, musiał się nieco schylić co sięgałam mu zaledwie do ramienia.
-Cześć.-Oznajmił i podarował mi piękny bukiet herbacianych róż, moich ulubionych.
-To dla mnie?-Spytałam z niedowierzaniem.
-Tak.-Uśmiechnął się ciepło.-Przepraszam, że nic dla ciebie nie mam ale nie wiedziałem, że nie będziemy sami.-Powiedział do różowowłosej.
-Nie ma sprawy.-Odpowiedziała z uśmiechem.
-Harry mamy dla ciebie niespodziankę.-Wtrąciłam.

*14:26. Harry*

Dziewczyny zawiązały mi oczy i posadziły na fotelu. Poczułem jak ktoś układa mi włosy, pewnie Tia. A w oddali słyszałem głos Hope mówiący coś w stylu "A to będzie dobre?" Bałem się co one chcą mi zrobić. Kiedy odwiązały mi oczy zauważyłem, że wszystkie lustra były pozasłaniane czarnymi materiałami.
-Weź to i się przebierz.-Hope podała mi ubrania. Popatrzyłem na nią pytająco.-No idź!-Pogoniła mnie.
Wszedłem do przebieralni i zdjąłem z siebie moje ubrania. Sięgnąłem po spodnie, założyłem je bez problemu. Następnie buty i sweter. W kieszeni spodni znajdowało się opakowanie soczewek. Założyłem parę i wyszedłem z przebieralni. Dziewczyny zaniemówiły. Tia zaciągnęła mnie przed wielkie lustro nadal zakryte materiałem.
-Gotowy?-Spytała.
-Tak.-Na moje słowa czarny materiał spadł na ziemię a ja wreszcie zobaczyłem się w lustrze. Nie wierzyłem własnym oczom. Hope podeszła do mnie od tyłu i stanęła na palcach aby założyć mi czapkę. Przytuliła się do moich pleców, a ja nadal nie wierzyłem w to co widziałem. Przyjaciółka Hope zostawiła nas samych i wyszła z zakładu fryzjerskiego.
-Jesteś mega seksowny.-Oznajmiła po długiej ciszy. Odwróciłem się do niej i spojrzałem w jej piękne brązowe oczy. Z jej twarzy ani na chwile nie schodził promienny uśmiech.
-Dziękuję.-Powiedziałem. Patrzyliśmy tak na siebie a ja lekką schyliłem się ku niej. W tym momencie do pomieszczenia weszła Tia. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na nią z zakłopotaniem.

*19:37. Harry*

Właśnie wracałem ze spotkania z Hope. Kiedy poszliśmy na lody ja oczywiście zapłaciłem. Będąc razem w sklepie dziewczyny wybierały mi ubrania, a dosyć młoda kasjerka ciągle mi się przyglądała. Nie powiem, że mi się to nie podobało, ale to dziwne, że w wieku 19 lat jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny. Byłem już przed domem, wyciągnąłem klucze z prawej kieszeni co zmusiło mnie do położenia na ziemię toreb z ubraniami. Otworzyłem drzwi i ponownie podniosłem zakupy. Wszedłem do domu i zamknąłem drzwi nogą, wchodząc do salonu położyłem torby przy fotelu. Nagle usłyszałem głos mojej mamy za moimi plecami.
-Proszę wyjść z mojego domu albo zadzwonię na policję.-Powiedziała. Ja się tylko zaśmiałem i odwróciłem w jej stronę.-Harry?-Spytała. Pokiwałem głową na tak. Mama dotknęła dłonią mojego policzka a jedyna łza popłynęła wzdłuż jej twarzy.-Jesteś taki piękny.-Ja tylko ją przytuliłem.  Wyjąłem telefon z tylniej kieszeni moich spodni i pokazałem jej zdjęcie Hope.
-To jej powinnaś dziękować.

_______________________________________
Rozdzialik i MAŁA metamorfoza Hazzy XD

Czytasz=Komentujesz


















sobota, 16 sierpnia 2014

Chapter 1.


Po roku postanowiłam wrócić na zajęcia. Boję się pójścia tam, wszystko przypomina mi Louis'a. Wstałam z łóżka i podeszłam do mojej wielkiej szafy. Wybrałam ten strój. Typowo przeznaczony dla tańca. Poszłam do łazienki i wzięłam poranny prysznic. Wychodząc z kabiny stanęłam stopami na zimnie kafelki. Sięgnęłam po ręcznik zawieszony na wieszaku i wytarłam dokładnie moje ciało. Następnie posmarowałam ciało balsamem o zapachu brzoskwini i przebrałam się we wcześniej przygotowany strój. Schodząc na dół poczułam zapach mięsa. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam mamę smażącą kotlety.
-Córciu robię ci obiad bo mam nocną zmianę w pracy, a tata wyjechał w delegację.
-Mamo zapomniałaś, że nie jem mięsa?-Uśmiechnęłam się do niej.
-Cholera.-Ciche słowo wydobyło się z jej ust. Tak jestem wegetarianką, i to od dawna. Zrobiłam sobie kanapki z serem i pomidorem. Po zjedzonym posiłku pożegnałam mamę całusem w polik i wyszłam z domu.

*Szkoła Tańca. 11:25*

Weszłam przez szklane drzwi do wielkiego budynku. Tyle wspomnień wróciło. Nadal pamiętałam salę. 34. Tam poznałam Lou. Tylko nie płacz! Uspokoiłam się i podeszłam do windy. Drzwi otworzyły się przede mną a ja weszłam do środka. Przetransportowałam się na trzecie piętro i odnalazłam salę. Delikatnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nic się nie zmieniło. Przy ścianie z lustrami zobaczyłam moich starych znajomych. Zoey, John i Olivia. Kiedy mnie zauważyli podbiegli do mnie i zamknęli w mocnym uścisku.
-Wróciłaś.-Powiedział John.
-Tęskniliśmy.-Dokończyła Olivia.
-Też tęskniłam.-Oznajmiłam.
Kiedy moi przyjaciele wreszcie mnie puścili zobaczyłam naszą starą instruktorkę P. Brown. Podeszłam do niej i się przywitałam. Uśmiechnęła się na mój widok.

*Szkoła Tańca. 12:50*

-Dobrze więc chciałabym wam przedstawić nowego ucznia. Harry zapraszam.-Oznajmiła i wszyscy skierowali wzrok na drzwi. Był to chłopak o prostych włosach, wielkich okularach i pięknym uśmiechu. Na sobie miał mundurek szkolny. Za sobą usłyszałam ciche śmiechy, próbowałam nie zwracać na to uwagi.
-Dzisiaj Harry będzie oglądał zajęcia. Zaprezentujemy teraz układ...

*15:18. Hope*

Wyszłam już z zajęć. Cieszę się, że zdecydowałam się pójść. Na korytarzu przed recepcją zauważyłam Harry'ego z notesem. Postanowiłam do niego podejść, zagadać.
-Co robisz?-Zapytałam miło.
-Notowałem lekcję.-Zobaczyłam na kartkach rysunki postaci które wykonują kroki taneczne.-Obrót, który wymyśliła Ashley jest logicznie biorąc zbyt długi, ponieważ 180 C.0 w podskoku jest technicznie i praktycznie niemożliwy.-Zaśmiałam się i wstałam z krzesła. Wykonałam obrót o 180 C.0 w powietrzu i bezpiecznie opadłam na ziemię. Harry patrzył na mnie ze zdziwieniem.
-W tym nie ma logiki.-Odpowiedziałam odgarniając włosy. On tylko uśmiechnął się do mnie ukazując dołeczki.-Idziesz?-Wskazałam na drzwi.
-Tak.

*Park.15:30.Hope.*

Spacerowałam z Harry'm po parku. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. Nagle na jego czoło spadł kosmyk pokręconych włosów.
-Prostujesz włosy?-Zaczęłam się śmiać. On tylko odgarnął małego loczka.
-W kręconych wyglądam fatalnie.-Powiedział uśmiechając się.
-Loczek, loczek loczek!-Zaczęłam krzyczeć.
-Uspokój się.-Zasłonił mi dłonią usta.
Zabrałam jego rękę z mojej twarzy.
-Rozluźnij się!-Powiedziałam na zachętę uśmiechając się.
-Daj spokój.-Powiedział ze śmiechem i zaczął iść przed siebie.

*Dom Hope*

-Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.-Powiedziałam z rumieńcami.
-Nie ma problemu. Może dasz mi swój numer? Zdzwonimy się.
-Pewnie.-Dał mi swój telefon a ja wstukałam poprawny numer. Pożegnałam się z chłopakiem i kierowałam się ku drzwiom mojego domu.
-Hope!-Usłyszałam męski głos przyjaciela. Odwróciłam się.-Widzimy się jutro?
-Z przyjemnością.-Uśmiechnęłam się i weszłam do domu.

-----------------------------------
Przepraszam, że krótki ale zaplanowałam już coś do postaci Harry'ego ale będzie to w dalszych rozdziałach.
Czytasz=Komentujesz
















czwartek, 7 sierpnia 2014

Retrospection


Dzisiaj miałam rozpoczęcie pierwszej klasy liceum. Bardzo się denerwowałam, chciałam by Louis był przy mnie. Jest ode mnie starszy o pięć lat starszy. Tak wiem jest to duża różnica, ale nie przeszkadza mi to. Moja mama wie o naszym związku, jesteśmy razem od trzech lat. Mój tata nie chce abym spotykała się teraz z chłopakami, uważa, że jestem za młoda i muszę się uczyć, dlatego nic mu nie mówiłam. Louis'a poznałam na zajęciach tanecznych. Razem tańczymy hip-hop. Pamiętam co mi mówił na początku mojej nauki " Masz w sobie potencjał, nie zmarnuj tego". Miał rację, przez trzy lata zdobyłam wiedzę i znalazłam miłość. Teraz razem z Lou i całą grupą jeździmy na występy w kraju i poza krajem. Byłam w połowie drogi do szkoły, byłam ubrana na galowo. Gdy zobaczyłam chłopaków tańczących na rynku. Podeszłam do nich i chciałam trochę pokibicować bo byli na prawdę dobrzy. Jeden z nich przed robieniem salta w tył spojrzał na mnie. To był on. To był Louis. Powiedział ciche "Cześć kochanie", a ja tylko się uśmiechnęłam. Oczywiście Louis uwielbiał się popisywać. Oglądałam jego wyczyn gdy nagle jego noga podwinęła mu się w trakcie lądowania. Spadając z wielką siła uderzył prawą stroną głowy w krawężnik, chcąc wspomóc się swoja lewą ręką przy spadaniu jego nadgarstek wykrzywił się w przeciwny kierunek. Podbiegłam do niego najszybciej jak mogłam. Położyłam go na plecach, bałam się , że stało się coś poważnego. Sprawdziłam mu tętno. Żyje. Dzięki, Bogu żyje. Czekaliśmy już tylko na karetkę.

*Szpital*


Louis leżał nieprzytomny na łóżku, zadzwoniłam po moją mamę. Natychmiastowo razem z tatą przyjechali do szpitala. Czas powiedzieć mu, że jestem z Louis'em. Lou od dawna o to prosił ale bałam się.

Moi rodzice wbiegli do sali a mama natychmiastowo mnie przytuliła. Płakałam w jej ramię. Uwolniłam się z mocnego uścisku mojej mamy i spojrzałam na tatę. Patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Mama wiedziała o co chodzi i wyszła z sali. Ja spojrzałam na nadal nieprzytomnego Louis'a. Tak cholernie się bałam. Głaskałam go po głowie i bawiłam się jego włosami. "Kto to jest?" Tylko to pytanie pamiętam. "To jest Louis. Jestesmy razem od jakiś trzech lat. Kiedy tata chciał odpowiedzieć poczułam jak Lou porusza głową i mruży oczy. Budzi się. Były to zaledwie dwie godziny a ja czułam jakby była to wieczność. Lekarze pomogli Louis'owi dojść do siebie i zostawili nas samych.
-Podobało ci się?-Spytał ze słabym uśmiechem.
-Ty idioto, mogło ci się coś stać!-Krzyknęłam przez płacz i wtuliłam się w niego.
-Jestem tylko lekko poobijany.-Czułam, że się uśmiecha.

*Gabinet Lekarza.Louis*


Po dwóch dniach pobytu w szpitalu Hope nie odeszła ode mnie nawet na krok. Miałem za mało siły więc na wózku przywieźli mnie do gabinetu lekarza.

-Dzień dobry Panie Tomlinson.
-Witam.-Odpowiedziałem radośnie.
-Przykro mi to mówić ale, mam dla pana przykrą wiadomość.

*Hope*


Pielęgniarki przywiozły Louis'a do sali. Nie wyglądał na szczęśliwego. Ponownie położył się na łóżku i wlepiał wzrok w sufit.

-Louis?-Spytałam siadając na łóżku.
-Hope.-Złapał mnie za rękę.-Jest coś czego ci nie mówiłem.

*6 dni później*


Lekarz Louis'owi dał dwa tygodnie życia. Tak jest nosicielem HIV. Każdy dzień wykorzystujemy w 100%, a jeśli nie możemy nigdzie wyjść po prostu leżymy w łóżku i rozmawiamy. Lou jest coraz słabszy, nie ma siły na jakiekolwiek większe czynności, nie wspominając o tańcu. Bardzo mu tego brakuje.

-Tak bardzo chcę się bardziej zbliżyć.-Powiedziałam splatając nasze palce.
-Nie chce byś też umarła.-Zapomniałam. Mogę zarazić się tym pieprzonym wirusem. Tak bardzo za tym tęsknie.
-Lou...ja..ja nie mogę żyć bez ciebie. Jesteś sensem mojego życia, nie dam sobie rady. Ja chcę odejść razem z tobą.
-Nie Hope. Nawet tak nie myśl. Chce abyś znalazła sobie chłopaka, później męża. Chce abyś miała dzieci. A jako siwa i pomarszczona pani będziesz bujać się na krześle i czytać książki swoim wnukom. A...a później.-Zaczął przymrużać oczy.
-Louis?-Powiedziałam pytająco. To się dzieje. Tracę go.
-Później spotkamy się tam na górze.-Dokończył i położył dłoń na moim policzku.
-Nie zostawiaj mnie.-Dławiłam się łzami.
-Zawsze cie kochałem...
-Nie...Louis!
-I będę kochał.-Zamknął oczy. Pocałowałam go, a on resztkami sił odwzajemnił pocałunek.
-Żeg...-Zaczęłam.
-Nie...Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.

*Tydzień później*


Louis zmarł u mnie w domu. Nie wzywałam karetki. Chciałam być przy nim. Teraz codziennie budzę się o 4:35, w godzinę odejścia Lou.